Biedactwo, dopiero teraz jest w poście, a zrobiłam ją z 2 miesiące temu. Nie miałam żadnej prostej broszki [te, które były wcześniej noszę tylko na włosach :$], a czasami niekoniecznie pasował mi naszyjnik. Na szczęście ruszyłam się i oto jest. Pamiętam, że okropnie trudno było mi wtedy ulepić różę. Niby ciągle je lepię, ale coś mi nie szło. Po kilku próbach się udało! *^*
Chciałam dokleić do niej wstążkę. I tu był problem, ponieważ nie za bardzo chciała się przykleić. No i efekt końcowy nie wyszedł za fajny, bo widać klej. :/ I tu mam pytanie. Przyklejał ktoś z Was tak wstążkę? Udało się? Jak to najlepiej zrobić? Pomocy! Chcę robić biżuterię z wstążkami. :/
Z tyłu wygląda tak. Z przyklejeniem samej róży do bazy na szczęście problemów nie było. :) Cóż więcej mogę pisać?
Wymiary! Na innych blogach widziałam, że ludzie, zamiast podawać wymiary, pokazują swoje prace w stosunku do monet. Może fajnie, ale jak niektóre z nich widzę pierwszy raz na oczy to niewiele mi to mówi. ;) Średnica róży to 2,5 cm. Długość przyklejonej wstążki wynosi 3,5 cm, niewiele więcej niż różyczka. :)
Przepraszam za tak krótki post, nie mam w tym tygodniu głowy do pisania, a w następnym nie będzie lepiej. Niech sprawdziany już się skończą. :<
Miłego dnia!
8 marca 2014
4 marca 2014
Krzyż - naszyjnik - i róże - kolczyki
Ostatnio [czyli jakieś pół roku temu...] zauważyłam, że nie mam żadnego krzyżyka. A jako, że niedawno kupiłam nową modelinę, postanowiłam zrobić coś z niej. W ogóle sporym problemem było ulepienie go: trzeba było rozwałkować modelinę i przyciąć ją równo [!] w odpowiedni kształt. Jak widzicie na zdjęciu wyżej - nie do końca się to udało, bo gdy przenosiłam go do pieca, to troszkę się wygiął. Samym problemem był też wygląd - nie chciałam zwykłego krzyżyka, ale nie chciałam, żeby wyszedł kiczowato i zniszczył sam temat wiary. Wydaje mi się, że nie popełniłam w tym żadnej gafy. c: Kolczyki! To może pierwsze w życiu sztyfty - już je kilka razy nosiłam, są bardzo fajne, leciutkie - nie zniszczyły się. Według niektórych wyglądają jak ze sklepu, dla mnie to duży powód do dumy.


A oto moja druga modelina FIMO. Jest fioletowa z brokatem, jak już pewnie zauważyliście. [Nie, to nie lakier! Jest cudna!] Jak na razie sprawuje się świetnie, będę z nią robić jeszcze jedną rzecz, którą również Wam pokażę. A raczej - to już czeka na upieczenie, a potem przyszycie. c:
Zacznę od krzyżyka. Wygląda dobrze, dopóki nie spojrzymy na dół. Przesoliłam robotę, eh. Jednak nikt jako się dziś do niego nie przyczepiał, mam nadzieję, iż to aż tak nie rzuca się w oczy. W każdym razie - i tak zrobię go drugi raz. Samą różę było łatwo do krzyża dołożyć, ale ile się namyśliłam, aby wpaść na taki [chyba nawet banalny, patrząc na to ile mam róż] pomysł. Poza tym, podczas malowania lakierem, przykleił mi się do jednej strony kawałek gazety - a myślałam, że wysechł! :/ Po ratowaniu i panice tył wygląda super, pomijając kawałek [malutki], który się uparł. Dla mnie to nie ma różnicy, ponieważ krzyż zrobię drugi, a ten.. hm, myślałam, żeby zrobić różaniec, to się przyda.
Kolczyki - róże. Okropnie trudno było im zrobić zdjęcia, przepraszam, że są nieostre. :/ Dlaczego są w poście z krzyżem? Jedna modelina, i tam i tam jest róża... oraz są bardzo małe - tylko im poświęcać posta? Troszkę jednak mało, nie? ;) Tak, tym cudom nikt nie chce wierzyć, że są z mojej ręki. Są bardzo malutkie, ale kochane. Chcę więc różanych sztyftów, tego jestem pewna. Na pewno białe i czarne, może jeszcze czerwone. :) Ktoś kiedykolwiek o takich marzył? Ja tak. *^*
Ostatnie zdjęcie. :) Kolczyki mają średnicę około 0,8 cm. Krzyż jest wysoki na 3,5 cm i szeroki na 2,2 cm. A jak się błyszczą! Wierzcie mi , moje zdjęcia tego nie oddają. :) Ta modelina jest fantastyczna, a po upieczeniu błyszczy się bardziej. c; Co o nich myślicie? Zasługuję na pochwałę?
Miłego dnia!
A oto moja druga modelina FIMO. Jest fioletowa z brokatem, jak już pewnie zauważyliście. [Nie, to nie lakier! Jest cudna!] Jak na razie sprawuje się świetnie, będę z nią robić jeszcze jedną rzecz, którą również Wam pokażę. A raczej - to już czeka na upieczenie, a potem przyszycie. c:
Zacznę od krzyżyka. Wygląda dobrze, dopóki nie spojrzymy na dół. Przesoliłam robotę, eh. Jednak nikt jako się dziś do niego nie przyczepiał, mam nadzieję, iż to aż tak nie rzuca się w oczy. W każdym razie - i tak zrobię go drugi raz. Samą różę było łatwo do krzyża dołożyć, ale ile się namyśliłam, aby wpaść na taki [chyba nawet banalny, patrząc na to ile mam róż] pomysł. Poza tym, podczas malowania lakierem, przykleił mi się do jednej strony kawałek gazety - a myślałam, że wysechł! :/ Po ratowaniu i panice tył wygląda super, pomijając kawałek [malutki], który się uparł. Dla mnie to nie ma różnicy, ponieważ krzyż zrobię drugi, a ten.. hm, myślałam, żeby zrobić różaniec, to się przyda.
Kolczyki - róże. Okropnie trudno było im zrobić zdjęcia, przepraszam, że są nieostre. :/ Dlaczego są w poście z krzyżem? Jedna modelina, i tam i tam jest róża... oraz są bardzo małe - tylko im poświęcać posta? Troszkę jednak mało, nie? ;) Tak, tym cudom nikt nie chce wierzyć, że są z mojej ręki. Są bardzo malutkie, ale kochane. Chcę więc różanych sztyftów, tego jestem pewna. Na pewno białe i czarne, może jeszcze czerwone. :) Ktoś kiedykolwiek o takich marzył? Ja tak. *^*
Ostatnie zdjęcie. :) Kolczyki mają średnicę około 0,8 cm. Krzyż jest wysoki na 3,5 cm i szeroki na 2,2 cm. A jak się błyszczą! Wierzcie mi , moje zdjęcia tego nie oddają. :) Ta modelina jest fantastyczna, a po upieczeniu błyszczy się bardziej. c; Co o nich myślicie? Zasługuję na pochwałę?
Miłego dnia!
1 marca 2014
Kuribi i Kuribabylon - maskotki
Tę dwójkę zrobiłam jeszcze w tamtym roku, chyba w listopadzie. Jednak straciłam zdjęcia, a oni powędrowali do ich nowego właściciela. Wczoraj jednak wrócili do mnie na dwa dni, abym mogła zrobić im zdjęcia - i oto ich widzicie. ;) Ten po lewej to Kuribabylon - tak wygląda naprawdę. [KLIK] Z nazwą różowego pana był problem, ponieważ ja Yu-gi-oh nie oglądałam, a Piotr już nie pamięta. xD Uważa, że Kuribi, ale to nie jest pewne. Jeśli ktoś wie, to niech pomoże. Tak wygląda Kuribi według Google, więc to chyba on. ;) [KLIK] (A może to Kuribee?)
Zacznę od Kuribabylona. Okropnie ciężko było go uszyć, bo jest z baranka. :$ Niektórzy może mnie zabiją, ale taki materiał znalazłam w domu! A ogólnie materiały futerkowe są bardzo drogie. Nawet nie tylko futro, lecz coś, co je przypomina. Albo ma takie włoski. Rozumiecie, prawda? Zwłaszcza że miałam taki niewielki, poskręcany kawałek i udało mi się go zszyć nie rozcinając go. Było ciężko, zwłaszcza, że musiałam jeszcze przyszyć łapki, kły i róg. Jak widzicie, udało się! Na końcu, po wypchaniu, naszyłam oczka. :)
Spojrzenie Kuribi jest świetne. :3 Uszyłam go z dziwnego różowego materiału, który znalazłam gdzieś na dnie szafy. Mój dom tonie w materiałach. No, w resztkach. Jego było łatwo uszyć. Do tego łapki, oczka. A zawieszka już była z materiałem. ^^
Tutaj możecie obejrzeć ich łapki, są takie śmieszne. c:
A tutaj znów razem na zdjęciach. Co ciekawe, Kuribabylon powstaje, gdy każdy z pięciu Kuriboh [Choć ta końcówka się zmienia. xD] połknie sąsiada. Tak om nom, zjadają się i powstaje ich połączenie - czyli wcześniej wspomniany kolega. Chyba gdzieś to jest na youtube, ale nie mam tego filmiku i nie mogę znaleźć.Kuribi ma 4 cm wysokości i 6 cm szerokości. Taka rozpłaszczona kulka. Kuribabylon ma 10 cm wysokości z rogiem i 7 cm bez. Jego szerokość to również 7 cm - jaka kulka! ;) Podobają się Wam? Wybaczcie, że tyle nie pisałam. Powód jest prosty - nie miałam zdjęć. A bez słońca, bez dziennego światła zdjęcia są okropne - wystarczy przejrzeć zdjęcia z zimy.
Miłego dnia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
